Znowu naszła mnie ochota, żeby coś napisać na moim zakurzonym już blogu. Zakładałem go po to, bo myślałem, że będę go jednak często aktualizował, no ale wyszło jak wyszło.
Ostatnio próbowałem przekonać się do jakichś innych autorów niż mój ulubiony Tad Williams. Wczoraj skończyłem czytać książkę "Córka łupieżcy" Jacka Dukaja. Nie będę ukrywał, że mimo, że książka mi się podobała, to czytało mi się ją ciężko. Na początku przeszkadzało mi, że autor często i gęsto używa słów, których znaczenia nie idzie zrozumieć ponieważ nie są wyjaśniane. Później do tego przywykłem i zacząłem delektować się stricte samą fabułą. Bliżej końca niektóre rzeczy zaczęły się wyjaśniać, niezrozumiałe wcześniej słowa zostały wytłumaczone... z użyciem innych równie niezrozumiałych. No cóż, ponoć ten autor tak miewa. Samo zakończenie książki wydało mi się nieco toporne i czytając je, miałem wrażenie, że autor pisze je na siłę, żeby za wszelką cenę błysnąć w książce mnogością teorii, twierdzeń itp. itd. Był to taki skondendowany ogrom, że niekiedy musiałem się zatrzymywać i cofać o kilka linijek tekstu, żeby to zrozumieć.
Piszę ostatnio pracę magisterską. Wiem wiem, późno się z nią obudziłem, ale walczę, żeby udało mi się obronić jeszcze w lipcu ponieważ... coraz poważniej zastanawiam się nad rozpoczęciem studiów doktoranckich. Wiem, że nie ma to wiele wspólnego z moimi ukochanymi grami, ale od kilku miesięcy ten pomysł nie opuszcza mojej głowy. Z jednej strony, temat mojej pracy magisterskiej na prawdę mnie wciągnął na tyle, że uważam, że śmiało może to być zalążek do równie ciekawej pracy doktorskiej. Nie ma się co czarować, że to jedyny powód czemu interesuje mnie pozostanie na uczelni i praca naukowa. Jest to perspektywa stabilnej pracy. Firmy pojawiają się i znikają. Moja idylla jaką tworzyłem sobie w wyobraźni odkąd programuję odnośnie przemysłu gier komputerowych prysła jak mydlana bańka. Może po prostu miałem pecha, może akurat trafiłem na nieodpowiednie firmy. Może nie wszędzie w tej branży znajdują się sami oszuści i kanciarze. Może gdzieś istnieją jakieś firmy, w których pracownicy nie muszą żebrać o swoje wypłaty i w których są traktowani z szacunkiem. Tak, czy owak, jedno jest pewne. Uczelnie państwowe nie znikają z powierzchni ziemi ot tak sobie. Oczywiście nie zarabiałbym tam kokosów, ale uważam, że to byłaby interesująca i równie fajna praca. Jednak na prawdę pieniądze to nie wszystko...
Pozdrawiam Cię Madziu :*.