Oj, działo się działo... 12 września 2009r poślubiłem moją narzeczoną, Magdę :). Niezależnie od tego, czy jest się wierzącym, czy nie, warto czekać na ten dzień.
22 września 2009r. dostałem się na studia doktoranckie na wydziale, na którym studiowałem i broniłem magisterkę. Co ciekawe, dostałem się, mimo moich ogromnych wątpliwości w sens kontynuowania pracy na uczelni. 95% mnie jest zdecydowanie na nie, a z powodu tych głupich 5% wciąż nie podjąłem ostatecznej decyzji. Niemniej jednak noszę się z planem zrezygnowania ze studiów doktoranckich. Te dwie literki przed nazwiskiem w niczym mi nie pomogą. Na dłuższą metę nie wyobrażam sobie swojej przyszłości gdzieś w molochu uczelni.
Wilka ciągnie do lasu, a moim lasem jest gamedev. Mam 25 lat, zdobyłem mgr inż. i czuję się z tym dobrze. Teraz nadszedł czas aby zatroszczyć się o przyszłość. Czuję, że nie mogę się rozdrabniać i zajmować wieloma rzeczami jednocześnie. Jak już moja przeszłość pokazała, że osiągam idealną wydajność, gdy skupiam się całym sobą nad jednym zagadnieniem, jednym projektem, jedną dziedziną. Poza grą, którą programuję z wrocławskim studiem, powstają zalążki gry, którą mam zamiar stworzyć z moim przyjacielem ze studiów. W sumie jest on jedyną osobą, z którą programowałem i współpracowałem i nie miałem ochoty zabić go nożem kuchennym ciosem w plecy. Ta osoba wie, o kogo chodzi :). Grafiką zajmie się moja Żona, która ukończyła kurs grafiki komputerowej i nadal chce iść w tym kierunku, co mnie bardzo cieszy. Smutno mi, gdy widzę jak męczy się ze swoimi studiami i ludźmi, którzy tam się uczą oraz wykładają. Sądzę, że grafika komputerowa, to jej niedawno odkryta pasja życia. Postaram się ją w tym wspierać. Do dziś pamiętam, jak kiedyś powiedziała mi, że to właśnie odkąd jest ze mną, zobaczyła, że można robić w życiu to, co się na prawdę lubi.
Dzisiaj odwiedziliśmy razem z Żoną opuszczony kompleks melin w Krakowie. Nasz ślubny fotograf wykonał nam serię fotek plenerowych. Jak tylko dostaniemy je na płycie, nie omieszkam kilku z nich tutaj opublikować :).
Przeczytałem też kolejną książkę Pilipiuka, z serii przygód Jakuba Wędrowycza pt.: "Kroniki Jakuba Wędrowycza". Straszliwie się cieszę, że udało mi się znaleźć autora, który pisze w stylu, który uwielbiam. Prosty humor, który wielu nazwałoby prostackim oraz wulgaryzmy użyte w przekomiczny sposób.
Pozdrawiam moją Żonę oraz wszystkich czytelników bloga (jeżeli takowi istnieją).